środa, 20 lutego 2013

Rozdział 1


  Dziś po raz kolejny miałam się spotkać z Edwardem, którego znałam już prawie pół roku i mimo tak długiej znajomości ciągle mnie czymś zaskakiwał. W jego towarzystwie czułam się wspaniale, a on już nie próbował ukrywać swoich uczuć co do mojej osoby. W jego oczach wręcz tryskała miłość do mnie. Nasi rodzice byli tym zachwyceni i mieli nadzieje, że się pobierzemy. Wręcz z niecierpliwością na to czekali. Mój ojciec nie jednokrotnie namawiał Edwarda żeby mi się oświadczył, ale on zawsze odpowiadał, że chce poczekać na ten odpowiedni moment.
  Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze. Moja zwiewna, kremowa suknia prezentowała się na mnie wspaniale. Górna cześć mojej sukni idealnie eksponowała mój dekolt. Mocne wiązanie w tali nadal było bardzo popularne, a wąską linię podkreślały rozłożyste ramiona. Trzeba było tak akcentować górną cześć tułowia, aby talia wydawała się jak najwęższa.
  Ramiona sukni były obficie dekorowane, duże bufki umieszczono w górnej części rękawów, a od łokci do nadgarstka tkanina ściśle przylegała do ręki. Ozdobne mankiety pełniły rolę biżuterii przy nadgarstkach. Ramiona i ręce w dłużej części były zakryte koronkowymi narzutami, które doszyto do dekoltu.  
  Dolna część mojej sukni opadała miękko na biodrach i sięgała do kostek odsłaniając moje buty z ozdobnymi haftami. Na samym dole sukni, wzdłuż jej brzegu były umieszczone haftowane dekoracje. Lekkie koronkowe aplikacje i falbany tworzyły naprawdę szeroki pas na pół długości samej spódnicy.
  Zanim wyszłam z mojej sypialni poprawiłam jeszcze moje długie ciemno brązowe włosy, które opadały na moje ramiona. Lubiłam gdy kosmyki lekko kręconych włosów były rozpuszczone. Musiałam przyznać, że wtedy wyglądałam olśniewająco.
  Ktoś zapukał w drzwi mojej sypialni poczym wszedł do środka. Myślałam, że to Joseph składa mi niezapowiedzianą wizytę, ale to była tylko jedna z moich służących i całe szczęście bo było by źle gdyby to on za dnia zakradł się tutaj.
  – Pan Edward już przyszedł – zakomunikowała.
  – Dziękuję. Powiedz mu, że zaraz do niego przyjdę.
  – Dobrze – przytaknęła i wyszła.
Nabrałam powietrze w płuca po czym po woli je wypuściłam i wyszłam z sypialni kierując się w stronę schodów. Nim zdążyłam skręcić w prawo Joseph wyłonił się przede mną jakby z podziemi. Obdarzył mnie badawczym spojrzeniem i obdarzył uśmiechem, który po chwili zniknął.
 – Pięknie wyglądasz. Szkoda tylko, że nie wystroiłaś się dla mnie. – wyszeptał mi do ucha.
 Spostrzegłam za jego plecami mojego ojca i odsunęłam się od niego.
 – Isabelle co ty tu jeszcze robisz? – spytał patrząc się to na mnie to na służącego.
 – Właśnie szłam na dół gdy przypadkowo wpadłam na służącego – odpowiedziałam. 
 – Rozumiem Isabelle – powiedział ojciec. – A z tobą muszę porozmawiać, bo coś za często kręcisz się tam gdzie nie masz – skierował te słowa do Josepha.
 Zostawiłam ich samych w korytarzu i skierowałam się na schody. Edward czekał już na mnie w holu przyglądając się portretowi mojej babci, który wsiał obok wejścia do salonu. Gdy usłyszał moje kroki na schodach odwrócił się w moją stronę i obdarzył mnie promiennym uśmiechem.
 Miał coś w sobie takiego co sprawiało, że chciałam być blisko niego. Bardzo się różnił od Josepha, który wydawał się być skryty w sobie i tajemniczy, i do tego był arogancki wobec reszty służby. Jakby uważał się za lepszego od nich. Edward zaś był otwarty i tryskał dobrym humorem, którym zarażał innych. Do tego był dobrze wychowany i uprzejmy dla każdego, nawet dla osób, których nie znał. Ale najbardziej podobało mi się w nim, że był szlachecki i pomocny. 
Mój towarzysz był wysokim mierzącym z sto osiemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu młodzieńcem o bladej cerze, hipnotyzujących niebieskich tęczówkach, które przykuwają uwagę swoją intensywną barwą i lekko zmierzwionych ciemnych blond włosach. Można było zauważyć, że był umięśniony i wysportowany.
Podeszłam do niego, a on objął moją rękę i ucałował delikatnie wierzch dłoni. Obdarzyłam go promiennym uśmiechem, ukazując przy tym swoje śnieżno białe zęby.
– Pięknie wyglądasz Isabelle.– powiedział Edward.
– Dziękuję.
– Przejdziemy się po ogrodzie?
– Z chęcią.
Edward chwycił mnie za rękę i pokierował w stronę otwartych drzwi. Gdyby Joseph to widział pewnie zabił by go wzrokiem gdyby się dało. Ale on na szczęście słuchał pouczeń mojego ojca o tym gdzie wolno mu chodzić, a gdzie nie. W tym tygodniu już chyba po raz siódmy został przyłapany niedaleko mojej sypialni. Zapewne ojciec już się domyślił o co może mu chodzić i cała wina spadnie na niego nie na mnie. Lecz za to wszystko może zostać wyrzucony, a tego bym nie chciała.
– Isabelle ? – głos Edwarda wyrwał mnie z rozmyślań.
– Oj wybacz zamyśliłam się. Mówiłeś coś? – spojrzałam na niego z ukosa.
– Pytałem czy twoi rodzice są w domu.
– Tak są.
– To dobrze – uśmiechnął się pod nosem.
Zbliżaliśmy się już do celu naszej wędrówki, różane bramy obsadzone na pergolach zapraszały do wejścia do ogrodu. Ruszyliśmy alejką wyłożoną naturalnymi kamykami w głąb mojego ulubionego miejsca, w którym czułam się wyśmienicie. Panująca tu cisza idealnie uspokajała myśli i pozwalała się odprężyć. Właśnie w tym magicznym zakątku naszej posiadłości spotkałam się z Josephem i dzięki temu jeszcze bardziej kochałam to miejsce.
Kwiaty, które zlewały się ze ścieżką miały sprawiać wrażenie bliskości z przyrodą.
– Cudowne miejsce – powiedział rozglądając się.
– O tak. – zgodziłam się z nim.
– Nasz ogród nie jest tak urokliwy jak wasz.
– Na pewno ma coś w sobie co sprawia, że jest wyjątkowy.
– Możliwe, ale ten i tak jest chyba najpiękniejszym ogrodem jaki kiedykolwiek widziałem.
– Chciałabym kiedyś zobaczyć wasz ogród.
– Powiedz kiedy, a przyjadę po ciebie – obdarzył mnie kolejnym promiennym uśmiechem.
– Nie wiem czy rodzice się zgodzą bym wyjechała za miasto. Wiesz są trochę przerażeni tym co się ostatnio dzieje w okolicy.
– Tak wiem. Dziwne zabójstwa coraz bardziej się nasilają, aż strach wyjść z domu.
– Mój ojciec mówił, że nawet już za dnia się zdarzają.
– Ma racje, ale jak na razie ten dziwny zabójca zaatakował za dnia tylko raz – twarz Edwarda nieco spochmurniała.  
– Jakie ofiara miała obrażenia? – spytałam z czystej ciekawości.
Spojrzał na mnie z wyrazem twarzy, który mówił uwierz mi nie chcesz tego wiedzieć, ale ja byłam nie ugięta i choćbym miała wyciągnąć to z niego siłą i tak się dowiem.
– Chce wiedzieć – posłałam mu błagalne spojrzenie.
– Została pozbawiona serca. Najprawdopodobniej ktoś je wyrwał.
– O matko. To jest straszne.
– Tak i dlatego Stefano Laverte jeździ po świecie i przywozi najlepszych łowców.
– Nie wiedziałam, że rodzina Laverte się w tym specjalizuje – zdziwiłam się.
– Tylko Stefano i jego siostra Rosalie – oznajmił – Żona Stefano nie popiera tego. 
– Elizabeth zawsze była obojętna na losy innych ludzi i nigdy tego nie ukrywała – zatrzymałam się przy jednej z ściennych fontann, które ukryte były wśród tutejszej bujnej roślinności.
Spojrzałam na Edwarda, który uważnie mi się przyglądał. Wiedziałam, że coś kombinuje, ale nie miałam pojęcia o co może mu chodzić, aż do chwili gdy przybliżył swoje usta do moich warg i pocałował mnie. Zdziwiłam się, że moje ciało od razu nie odskoczyło od niego. Wręcz przeciwnie po mojej skórze przeszła gęsia skórka, a w okolicach brzucha poczułam przyjemne ciepło. Musiałam przyznać, że podobało mi się to w jaki sposób mnie całował.
Nawet pocałunki odróżniały go od Josepha, który zawsze obdarzał mnie głębokimi namiętnymi pocałunkami pełnymi pożądania i nigdy nie było w nich choćby odrobiny delikatności, a pocałunki Edwarda właśnie takie były. Delikatne, czułe, romantyczne i zarazem słodkie, przy których miękną kolana.
Po chwili odsunął się ode mnie i spuścił nie co głowę. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem nie wiedząc czemu przestał.
– Przepraszam nie powinienem, ale jesteś taka piękna, że trudno się przy tobie opanować – odparł.
– Nic się przecież nie stało.
– Uczono mnie, że dam bez pozwolenia się nie całuje – spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
Joseph nigdy by się nie przejmował taką błahostką. On zawsze skradał mi pocałunki kiedy tylko chciał i nie zważał na to czy ktoś nas zobaczy, a ja nie potrafiłam mu się oprzeć i zawsze ulegałam. Niekiedy nawet wydawało mi się, że przenika do moich myśli i wpływa na mój umysł tak bym robiła to co on chciał.
Edward chwycił mnie za prawą dłoń, a drugą pogłaskał mnie po policzku i spojrzał głęboko w moje czekoladowe tęczówki. W jego oczach tryskało tyle uczuć, że aż trudno było cokolwiek z nich wyczytać. Pragnęłam żeby znów nasze usta złączyły się w tym cudownym, delikatnym, miłosnym pocałunku.
– Isabelle…. – zawahał się – kocham cię – dokończył po chwili namysłu.
Nie wiedziałam co mam mu na to odpowiedzieć, stałam tylko i wpatrywałam się w niego. Nawet nie miałam pojęcia co do niego czuję. Owszem był mi bliski, ale czy tak wystarczająco bym mogła powiedzieć, że darzę go tym samym uczuciem co on mnie? Wydawało mi się, że Joseph jest naprawdę bliski memu sercu, ale będąc blisko Edwarda czułam się równie dobrze, co w obecności służącego.
– Nie wiem co mam powiedzieć – powiedziałam niemal szeptem mając nadzieję, że tego nie usłyszy.
– Nie musisz nic mówić wystarczy, że tu jesteś – pocałował mnie czule w czoło. – Możemy już iść? Chciałbym porozmawiać z twoimi rodzicami.
– Oczywiście – uśmiechnęłam się do niego.
Ruszyliśmy w ciszy w kierunku domu cały czas trzymając się za ręce. Z naszych twarzy nie schodził uśmiech. W tej chwili byłam naprawdę szczęśliwa i nie przejmowałam się tym, co o tym wszystkim pomyśli Joseph. W końcu nie miałam z nim żadnej przyszłości, wręcz przeciwnie mogłam utracić wszystko co posiadałam.
Skręciliśmy w lewo, kierując się w stronę marmurowych schodów, które prowadziły do salonu. Przechodziliśmy właśnie obok miejsca, w którym pierwszy raz całowałam się z Josephem. To wspomnienie nie przywoływało żadnych ciepłych uczuć, wręcz przeciwnie było obojętne i lodowate.
Weszliśmy po schodach, a Edward otworzył mi drzwi. W salonie siedzieli moi rodzice, którzy nie wydawali się być zbytnio zadowoleni. Ostatnio ciągle mieli jakieś problemy na głowie, a zwłaszcza z moimi bliźniaczymi siostrami, które nie chciały się uczyć tylko wolały leniuchować.
Gdy nas zobaczyli takich radosnych od razu poprawił im się humor. Ojciec wstał z zielonego skórzanego fotela i podszedł do mojego towarzysza by się z nim przywitać. Moja matka poszła w jego ślady.
– Miło cię znowu widzieć Edwardzie – powiedziała z uśmiechem.
– Mi panią również – odwdzięczył uśmiech.
– Dawno cię tu nie było – zauważył ojciec.
– Byłem po za miastem – powiedział Edward nie odstępując mnie na krok.
– Twój ojciec coś wspominał, że ma zamiar na jakiś czas wyjechać, ale nie mówił, że jedziesz z nim – powiedział Lorenzo.
– Na początku nie chciał żebym z nim jechał, ale później zmienił zdanie – odparł mój towarzysz.
– Słyszałem, że bada sprawę tych dziwnych morderstw – mój ojciec był w siódmym niebie bo uwielbiał rozmawiać z Edwardem.
– Tak i bardzo się w to zaangażował – powiedział – Chce na własną rękę znaleźć mordercę mojej siostry i wymierzyć mu sprawiedliwość – twarz Edwarda przeszył smutek.
– Oh zapomniałabym wyrazy współczucia dla twojej rodziny – odezwała się moja matka. – To straszne, że zginęła za dnia i to niedaleko waszego domu.
Więc to ją zamordowano osiem dni temu. Dlatego Edward nie chciał mi powiedzieć jak zginęła. Biedak pewnie przez ostatnie dni musiał czuć się fatalnie. Pamiętam jak ja się czułam gdy rok temu zmarła moja ukochana babcia. Niemal, że zawalił się mój cały świat i jedyne co mi po niej pozostało to jej naszyjnik, który był dla mnie bezcenny. On pewnie czuł się tak samo.
Nigdy nie poznałam jego siostry, znałam ją tylko z opowieści mojego towarzysza. Zawsze podkreślał, że była wspaniałą osobą, tętniącą życiem i szczęściem. Po sposobie w jaki o niej opowiadał szło wywnioskować, że bardzo ją kochał.
– Moja matka nadal nie może się pogodzić z tą stratą. Mało kiedy wychodzi z jej sypialni.
– Biedna Sophie – w oczach mojej matki pojawił się smutek i współczucie.– Z chęcią was odwiedzę i z nią porozmawiam.
– Może to by jej pomogło – powiedział z nadzieją w głosie Edward. – W sumie to przyjechałem tu w innej sprawie.
– W jakiej? – spytał zaciekawiony Lorenzo.
Nie miałam pojęcia o co mogło chodzić i naprawdę byłam ciekawa jaki był cel jego dzisiejszej wizyty w naszym domu.
– Chodzi o Isabelle – odpowiedział i jeszcze mocniej ścisnął moją dłoń. – Chciałbym prosić o jej rękę – dodał po chwili uważnie wpatrując się w mojego ojca.
Przez moje ciało nagle przeszła fala szoku i niedowierzania. Czy on właśnie powiedział, że chce się ze mną zaręczyć? Czy raczej się przesłyszałam?
Miałam mieszane uczucia co do tej całej sytuacji, z jednej strony się cieszyłam, a z drugiej zaś ogarniał mnie nieprzenikniony smutek.
W tej jednej chwili byłam rozdarta między Josephem, a Edwardem.
– Oczywiście, że się zgadzam. – oznajmił uradowany ojciec.
Po słowach mojego ojca Edward włożył na serdeczny palec mojej lewej ręki pierścionek. Nie miałam ochoty teraz mu się przyglądać, zrobię to kiedy moje emocje opadną.
Moi rodzice dostali w końcu to czego chcieli. Bynajmniej poprawił się im humor.
Musiałam podjąć jakąś decyzję, która zaważy na mojej przyszłości.


Joseph czekał już na mnie w naszym miejscu. Po jego minie szło wywnioskować, że już o wszystkim wie i nie jest z tego faktu zadowolony. Ale prędzej czy później musiało się to stać, a ja podjęłam już decyzję.
– Joseph myślę, że będzie najlepiej jeśli to zakończymy nim zabrnie to za daleko– powiedziałam pewnie, choć mało przekonująco.
– Nie możesz mnie zostawić – powiedział z oburzeniem. – Nigdy ci na to nie pozwolę.
– Joseph ja już …
– Wiem kochanie, że podjęłaś decyzję, ale ona nie jest mądra. Uwierz mi proszę jeśli się rozstaniemy nie będziesz szczęśliwa – intensywnie wpatrywał się we mnie tymi swoimi hipnotyzującymi tęczówkami.
Poczułam nagłe wyrzuty sumienia, że tak szybko chciałam to wszystko przerwać. Mój umysł, a raczej jego głos mówił mi, że bez niego mój świat nie będzie taki sam, że on jest jego częścią i nie mogę się go tak po prostu pozbyć.
Nie chcesz tego Isabelle.
Wypowiadał kolejne słowa w mojej głowie, a ja coraz bardziej mu wierzyłam i wiedziałam, że ma racje.
Bądź tylko moja Isabelle Lawery.
Chciałam tego. Pragnęłam jego dotyku, a on zaprowadził mnie do małej śnieżno białej altanki stojącej nie opodal. W środku panowała ciemność, ale to nam wcale nie przeszkadzało.
Poczułam jego usta na swoich, a moje ciało przeszyła natychmiastowa fala rozkoszy. Oparł mnie o ścianę i zaczął zjeżdżać ustami coraz niżej ku szyi, a ja zaczęłam wydawać z siebie ciche pojękiwania.
Oddaj mi się dzisiejszej nocy Isabelle.
– Chcę tego kochanie – wyszeptałam.
Zaczął odwiązywać gorset jaki miałam na sobie, żeby przedostać się do moich piersi.
 Mój zdrowy rozsądek pod wpływem jego słów wypowiadanych w moich myślach i zniewalającego dotyku wyłączył się.
   Dajmy się ponieść naszej miłości kochanie i złączmy nasze ciała w jedność. 


Witam was ;)
I tak o to pojawił się pierwszy rozdział mojej nowej historii. Planowałam go dodać w weekend, ale zmieniłam plany. 
Ciesze się, że prolog wam się podobał i mam nadzieje, że w pierwszym rozdziale nie dałam klapy. 
Poprawiałam już go chyba z dziesięć razy i za każdym razem miałam inną wizję tego rozdziału, aż w końcu powstała ta. Wcześniejsze twory wykorzystam w kolejnych rozdziałach. 
Jak myślicie Isabelle ulegnie Josephowi? 
Pozdrawiam i do usłyszenia !;*

13 komentarzy:

  1. Ha.. pierwsza ;-) Zacznijmy od samego początku. Opis sukni bohaterki całkowicie zdominował wstęp twojego opowiadania i bardzo dobrze przynajmniej można użyć wyobraźni i odtworzyć przed oczami to, co ujęłaś. Postać Edwarda faktycznie bardzo różni się od służącego. Ten pierwszy jest szarmancki,dobrze wychowany i pochodzi z dobrej rodziny i przede wszystkim nie narzuca się tak, jak Joseph, który jest bardzo pewny siebie. Wyczuwam w nim nawet troszeczkę arogancji. Druga sprawa to morderstwo. Wywołuje ciarki na plecach.. wyrwane serce, wskazuje, że motywem może być niespełniona miłość. Isabelle z pewnością ulegnie służącemu. No bo, której kobiety nie pociągają tacy chłopcy? Moim zdaniem ona się w nim zakochała na zabój, ze wzajemnością. Mimo to nie wiem czy jego intencje są takie czyste :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem co o tym myśleć. Lubię "złych" facetów, ale Joseph jest według mnie zbyt nachalny. Nie wiem, może zmienię zdanie, ale na dzień dzisiejszy ... Moim ideałem to on nie jest :) Nie lubię go. Kobietom potrzeba czułości delikatności, a on ... No cóż zachowuje się tak jakby Isabelle była jego własnością, nie podoba mi się to. Z drugiej strony Edward czuły i delikatny, momentami trochę mdły (według mnie). Idealny mężczyzna to połączenie ich obu: , Delikatny i subtelny jak Edward, a jednocześnie namiętny i władzczy jak Joseph ... Oj tak rozmarzyłam się :) Czekam na cd i dzięki, że czytasz moje blogi :)
    PS: Proszę wyłącz weryfikację obrazkową.

    OdpowiedzUsuń
  3. Joseph pozostanie moim Bogiem *_* Każdy kto jest na tyle pewny siebie powinien zostań nazwany Bogiem i tyle. Mam nadzieję, że z czasem jego arogancja wykroczy jeszcze poza schemat i będę mogła jarać się bardziej. Mam nadzieję, że mu ulegnie, to dopiero byłoby niesamowite. Czekam na ciąg dalszy.
    Zapraszam na: www.disenchanted-prince.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. No dobra już nie lubię Josepha. Ale wydawało mi się ostatnio, że zaczęłam stawać po stronie tych złych. Uff co za szczęście,że nie do końca. On wydaje mi się taki hmm zarozumiały i gburowaty. A takich najbardziej nie lubię. A za to Edward ech może nie będę się rozkazać co? *.*
    Mam nadzieję, że jednak się z nim nie prześpi choć czuję, że będzie inaczej. Pozdrawiam;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra odwołuję to co mówiłam o Josephie. Gdy zobaczyłam zdjęcie Iana przy jego opise, od razu spojrzałam na niego inaczej xd ;P

      Usuń
  5. W końcu znalazłam czas aby przeczytać całość.
    Hmm… niezły obrót akcji.
    Edward strasznie pewny siebie, wyznaje jej miłość a zaraz po tym zaręcza się jej. Strasznie spieszno mu aby Isabelle stała się jego "własnością".
    Zaś Joseph nie martwiący się o konsekwencje jakie wynikną z ich romansu. Zrobi wszystko aby nie doszło do tego co nie pochodzi mu pod rękę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam napisać, że lubię Josepha...ale mi przszło, gdyprzeczytałam końcówkę...znaczy, nie tak do koca, zawsze lubię "czarne" charaktery, ale troszkę mnie ten facet przeraża:)
    Edwarda może go trochę lubie, ale wydaje mi się zbyt pewny siebie i taki jakis...no ciepłe kluchy, ot co:D
    Więc, jestem tak malutko rozdarta^^ Ale podoba mi się to uczucie, bo czuję niedosyt:) Czekam na więcej:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mały szczegół w zakładce "Bohaterowie": napisałaś, że główna bohaterka ma czekoladowe źrenice. To błąd, źrenice wszyscy mają czarne, to kolor tęczówek może się różnić. Chyba, że to było zaplanowane jako odrobina magii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że mi powiedziałaś zupełnie nie zwróciłam na to uwagi. Pisałam na szybko dlatego mi się pomyliło.

      Usuń
  8. Czyżby służący - Joseph - był zachowany w córce człowieka, dla którego pracuje? Trochę zaskoczyło mnie, że główna bohaterka pozwoliła się całować służącemu. Sama nie wiem, ale Edward faktycznie ma coś w sobie takiego, że chyba każda kobieta zakochałaby się w nim od razu. Zauważyłam, że często omijasz przecinki tam, gdzie powinny być. Wyraz POZA MIASTEM (mam na myśli pierwszy wyraz) pisze się razem. Tak myślałam, że Edward będzie chciał się jej oświadczyć. Nie jestem pewna tylko czy Isabella to samo czuje do Edwarda co on do niej. Pod koniec zaskoczyło mnie jej zachowanie. Jestem ciekawa jak dalej będzie to wyglądało.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, jak dla mnie rozdział jest bardzo dobrze napisany! Twoje opisy są plastyczne, a i lekko się czyta! Naprawdę zrobiłaś na mnie ogromne wrażenie po raz drugi! Joseph to bardzo interesujący służący, nie dziwię się, że dała się ponieść emocją? A może nie dała? No nic czekam z niecierpliwością na nexta! Pozdrawiam Carlli:*

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam, że dopiero teraz komentuje Twojego bloga, ale jakoś wcześniej nie miałam czasu :( Co do treści to uważam, że nie ma się do czego przyczepić. Zadbałaś o każdy, nawet najmniejszy detal. Opowiadanie jest przepełnione emocjami, bardzo cieszy mnie fakt, że kończąc rozdział tak naprawdę nie mam pojęcia co czeka mnie w następnym :) Wydaje się (i zapewne tak jest) jakbyś wkładała swoje całe serce w to co piszesz. Z taką lekkością, odrobiną poczucia humoru - wszystko idealnie się prezentuje. Na koniec, koniec? Kurczę myślałam, że ten komentarz wyjdzie trochę dłuższy :D Wracając do tematu życzę Ci dużo weny, bo wiem, że czasami nam gdzieś umyka i trudno ją potem znaleźć. Wierze jednak, że Tobie przybędzie jej ze zdwojoną siłą czego będziemy świadkami w następnym rozdziale <3 Pozdrawiam: Avampi.
    PS. Zapraszam do siebie, mam nadzieję, że wpadniesz i ocenisz póki co pierwszy rozdział <3 http://our-fate-lives-within-us.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmm... ja stawiam na Edwarda. Joseph już mi się nie podoba. Rozdział wyszedł Ci bardzo fajny, mam nadzieję, że nowe notki będą się często pojawiać. Pozdrawiam i zapraszam do mnie.
    wladczyni-mocy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy