Dziś po raz kolejny miałam się
spotkać z Edwardem, którego znałam już prawie pół roku i mimo tak długiej
znajomości ciągle mnie czymś zaskakiwał. W jego towarzystwie czułam się
wspaniale, a on już nie próbował ukrywać swoich uczuć co do mojej osoby. W jego
oczach wręcz tryskała miłość do mnie. Nasi rodzice byli tym zachwyceni i mieli
nadzieje, że się pobierzemy. Wręcz z niecierpliwością na to czekali. Mój ojciec
nie jednokrotnie namawiał Edwarda żeby mi się oświadczył, ale on zawsze odpowiadał,
że chce poczekać na ten odpowiedni moment.
Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze. Moja
zwiewna, kremowa suknia prezentowała się na mnie wspaniale. Górna cześć mojej
sukni idealnie eksponowała mój dekolt. Mocne wiązanie w tali nadal było bardzo
popularne, a wąską linię podkreślały rozłożyste ramiona. Trzeba było tak
akcentować górną cześć tułowia, aby talia wydawała się jak najwęższa.
Ramiona sukni były obficie dekorowane, duże
bufki umieszczono w górnej części rękawów, a od łokci do nadgarstka tkanina
ściśle przylegała do ręki. Ozdobne mankiety pełniły rolę biżuterii przy
nadgarstkach. Ramiona i ręce w dłużej części były zakryte koronkowymi
narzutami, które doszyto do dekoltu.
Dolna część mojej sukni opadała miękko na
biodrach i sięgała do kostek odsłaniając moje buty z ozdobnymi haftami. Na
samym dole sukni, wzdłuż jej brzegu były umieszczone haftowane dekoracje.
Lekkie koronkowe aplikacje i falbany tworzyły naprawdę szeroki pas na pół
długości samej spódnicy.
Zanim wyszłam z mojej sypialni poprawiłam
jeszcze moje długie ciemno brązowe włosy, które opadały na moje ramiona.
Lubiłam gdy kosmyki lekko kręconych włosów były rozpuszczone. Musiałam
przyznać, że wtedy wyglądałam olśniewająco.
Ktoś zapukał w drzwi mojej sypialni poczym
wszedł do środka. Myślałam, że to Joseph składa mi niezapowiedzianą wizytę, ale
to była tylko jedna z moich służących i całe szczęście bo było by źle gdyby to
on za dnia zakradł się tutaj.
– Pan Edward już przyszedł – zakomunikowała.
– Dziękuję. Powiedz mu, że zaraz do niego
przyjdę.
– Dobrze – przytaknęła i wyszła.
Nabrałam powietrze w płuca po czym po woli je wypuściłam i
wyszłam z sypialni kierując się w stronę schodów. Nim zdążyłam skręcić w prawo
Joseph wyłonił się przede mną jakby z podziemi. Obdarzył mnie badawczym
spojrzeniem i obdarzył uśmiechem, który po chwili zniknął.
– Pięknie
wyglądasz. Szkoda tylko, że nie wystroiłaś się dla mnie. – wyszeptał mi do
ucha.
Spostrzegłam za
jego plecami mojego ojca i odsunęłam się od niego.
– Isabelle co ty tu
jeszcze robisz? – spytał patrząc się to na mnie to na służącego.
– Właśnie szłam na
dół gdy przypadkowo wpadłam na służącego – odpowiedziałam.
– Rozumiem Isabelle – powiedział ojciec. – A z tobą muszę
porozmawiać, bo coś za często kręcisz się tam gdzie nie masz – skierował te
słowa do Josepha.
Zostawiłam ich samych w korytarzu i skierowałam się na
schody. Edward czekał już na mnie w holu przyglądając się portretowi mojej
babci, który wsiał obok wejścia do salonu. Gdy usłyszał moje kroki na schodach
odwrócił się w moją stronę i obdarzył mnie promiennym uśmiechem.
Miał coś w sobie
takiego co sprawiało, że chciałam być blisko niego. Bardzo się różnił od
Josepha, który wydawał się być skryty w sobie i tajemniczy, i do tego był
arogancki wobec reszty służby. Jakby uważał się za lepszego od nich. Edward zaś
był otwarty i tryskał dobrym humorem, którym zarażał innych. Do tego był dobrze
wychowany i uprzejmy dla każdego, nawet dla osób, których nie znał. Ale
najbardziej podobało mi się w nim, że był szlachecki i pomocny.
Mój towarzysz był wysokim mierzącym z sto osiemdziesiąt
osiem centymetrów wzrostu młodzieńcem o bladej cerze, hipnotyzujących
niebieskich tęczówkach, które przykuwają uwagę swoją intensywną barwą i lekko
zmierzwionych ciemnych blond włosach. Można było zauważyć, że był umięśniony i
wysportowany.
Podeszłam do niego, a on objął moją rękę i ucałował
delikatnie wierzch dłoni. Obdarzyłam go promiennym uśmiechem, ukazując przy tym
swoje śnieżno białe zęby.
– Pięknie wyglądasz Isabelle.– powiedział Edward.
– Dziękuję.
– Przejdziemy się po ogrodzie?
– Z chęcią.
Edward chwycił mnie za rękę i pokierował w stronę
otwartych drzwi. Gdyby Joseph to widział pewnie zabił by go wzrokiem gdyby się
dało. Ale on na szczęście słuchał pouczeń mojego ojca o tym gdzie wolno mu
chodzić, a gdzie nie. W tym tygodniu już chyba po raz siódmy został przyłapany
niedaleko mojej sypialni. Zapewne ojciec już się domyślił o co może mu chodzić
i cała wina spadnie na niego nie na mnie. Lecz za to wszystko może zostać
wyrzucony, a tego bym nie chciała.
– Isabelle ? – głos Edwarda wyrwał mnie z rozmyślań.
– Oj wybacz zamyśliłam się. Mówiłeś coś? – spojrzałam na
niego z ukosa.
– Pytałem czy twoi rodzice są w domu.
– Tak są.
– To dobrze – uśmiechnął się pod nosem.
Zbliżaliśmy się już do celu naszej wędrówki, różane bramy
obsadzone na pergolach zapraszały do wejścia do ogrodu. Ruszyliśmy alejką
wyłożoną naturalnymi kamykami w głąb mojego ulubionego miejsca, w którym czułam
się wyśmienicie. Panująca tu cisza idealnie uspokajała myśli i pozwalała się
odprężyć. Właśnie w tym magicznym zakątku naszej posiadłości spotkałam się z
Josephem i dzięki temu jeszcze bardziej kochałam to miejsce.
Kwiaty, które zlewały się ze ścieżką miały sprawiać
wrażenie bliskości z przyrodą.
– Cudowne miejsce – powiedział rozglądając się.
– O tak. – zgodziłam się z nim.
– Nasz ogród nie jest tak urokliwy jak wasz.
– Na pewno ma coś w sobie co sprawia, że jest wyjątkowy.
– Możliwe, ale ten i tak jest chyba najpiękniejszym
ogrodem jaki kiedykolwiek widziałem.
– Chciałabym kiedyś zobaczyć wasz ogród.
– Powiedz kiedy, a przyjadę po ciebie – obdarzył mnie
kolejnym promiennym uśmiechem.
– Nie wiem czy rodzice się zgodzą bym wyjechała za miasto.
Wiesz są trochę przerażeni tym co się ostatnio dzieje w okolicy.
– Tak wiem. Dziwne zabójstwa coraz bardziej się nasilają,
aż strach wyjść z domu.
– Mój ojciec mówił, że nawet już za dnia się zdarzają.
– Ma racje, ale jak na razie ten dziwny zabójca zaatakował
za dnia tylko raz – twarz Edwarda nieco spochmurniała.
– Jakie ofiara miała obrażenia? – spytałam z czystej
ciekawości.
Spojrzał na mnie z wyrazem twarzy, który mówił uwierz mi
nie chcesz tego wiedzieć, ale ja byłam nie ugięta i choćbym miała wyciągnąć to
z niego siłą i tak się dowiem.
– Chce wiedzieć – posłałam mu błagalne spojrzenie.
– Została pozbawiona serca. Najprawdopodobniej ktoś je
wyrwał.
– O matko. To jest straszne.
– Tak i dlatego Stefano Laverte jeździ po świecie i
przywozi najlepszych łowców.
– Nie wiedziałam, że rodzina Laverte się w tym specjalizuje
– zdziwiłam się.
– Tylko Stefano i jego siostra Rosalie – oznajmił – Żona
Stefano nie popiera tego.
– Elizabeth zawsze była obojętna na losy innych ludzi i nigdy tego nie ukrywała – zatrzymałam się przy jednej
z ściennych fontann, które ukryte były wśród tutejszej bujnej roślinności.
Spojrzałam na Edwarda, który uważnie mi się przyglądał.
Wiedziałam, że coś kombinuje, ale nie miałam pojęcia o co może mu chodzić, aż
do chwili gdy przybliżył swoje usta do moich warg i pocałował mnie. Zdziwiłam
się, że moje ciało od razu nie odskoczyło od niego. Wręcz przeciwnie po mojej
skórze przeszła gęsia skórka, a w okolicach brzucha poczułam przyjemne ciepło.
Musiałam przyznać, że podobało mi się to w jaki sposób mnie całował.
Nawet pocałunki odróżniały go od Josepha, który zawsze
obdarzał mnie głębokimi namiętnymi pocałunkami pełnymi pożądania i nigdy nie
było w nich choćby odrobiny delikatności, a pocałunki Edwarda właśnie takie
były. Delikatne, czułe, romantyczne i zarazem słodkie, przy których miękną
kolana.
Po chwili odsunął się ode mnie i spuścił nie co głowę.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem nie wiedząc czemu przestał.
– Przepraszam nie powinienem, ale jesteś taka piękna, że
trudno się przy tobie opanować – odparł.
– Nic się przecież nie stało.
– Uczono mnie, że dam bez pozwolenia się nie całuje –
spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
Joseph nigdy by się nie przejmował taką błahostką. On
zawsze skradał mi pocałunki kiedy tylko chciał i nie zważał na to czy ktoś nas
zobaczy, a ja nie potrafiłam mu się oprzeć i zawsze ulegałam. Niekiedy nawet
wydawało mi się, że przenika do moich myśli i wpływa na mój umysł tak bym robiła
to co on chciał.
Edward chwycił mnie za prawą dłoń, a drugą pogłaskał mnie
po policzku i spojrzał głęboko w moje czekoladowe tęczówki. W jego oczach
tryskało tyle uczuć, że aż trudno było cokolwiek z nich wyczytać. Pragnęłam
żeby znów nasze usta złączyły się w tym cudownym, delikatnym, miłosnym
pocałunku.
– Isabelle…. – zawahał się – kocham cię – dokończył po chwili
namysłu.
Nie wiedziałam co mam mu na to odpowiedzieć, stałam tylko
i wpatrywałam się w niego. Nawet nie miałam pojęcia co do niego czuję. Owszem
był mi bliski, ale czy tak wystarczająco bym mogła powiedzieć, że darzę go tym
samym uczuciem co on mnie? Wydawało mi się, że Joseph jest naprawdę bliski memu
sercu, ale będąc blisko Edwarda czułam się równie dobrze, co w obecności
służącego.
– Nie wiem co mam powiedzieć – powiedziałam niemal szeptem
mając nadzieję, że tego nie usłyszy.
– Nie musisz nic mówić wystarczy, że tu jesteś – pocałował
mnie czule w czoło. – Możemy już iść? Chciałbym porozmawiać z twoimi rodzicami.
– Oczywiście – uśmiechnęłam się do niego.
Ruszyliśmy w ciszy w kierunku domu cały czas trzymając się
za ręce. Z naszych twarzy nie schodził uśmiech. W tej chwili byłam naprawdę
szczęśliwa i nie przejmowałam się tym, co o tym wszystkim pomyśli Joseph. W
końcu nie miałam z nim żadnej przyszłości, wręcz przeciwnie mogłam utracić
wszystko co posiadałam.
Skręciliśmy w lewo, kierując się w stronę marmurowych
schodów, które prowadziły do salonu. Przechodziliśmy właśnie obok miejsca, w
którym pierwszy raz całowałam się z Josephem. To wspomnienie nie przywoływało
żadnych ciepłych uczuć, wręcz przeciwnie było obojętne i lodowate.
Weszliśmy po schodach, a Edward otworzył mi drzwi. W
salonie siedzieli moi rodzice, którzy nie wydawali się być zbytnio zadowoleni.
Ostatnio ciągle mieli jakieś problemy na głowie, a zwłaszcza z moimi
bliźniaczymi siostrami, które nie chciały się uczyć tylko wolały leniuchować.
Gdy nas zobaczyli takich radosnych od razu poprawił im się
humor. Ojciec wstał z zielonego skórzanego fotela i podszedł do mojego
towarzysza by się z nim przywitać. Moja matka poszła w jego ślady.
– Miło cię znowu widzieć Edwardzie – powiedziała z
uśmiechem.
– Mi panią również – odwdzięczył uśmiech.
– Dawno cię tu nie było – zauważył ojciec.
– Byłem po za miastem – powiedział Edward nie odstępując
mnie na krok.
– Twój ojciec coś wspominał, że ma zamiar na jakiś czas
wyjechać, ale nie mówił, że jedziesz z nim – powiedział Lorenzo.
– Na początku nie chciał żebym z nim jechał, ale później
zmienił zdanie – odparł mój towarzysz.
– Słyszałem, że bada sprawę tych dziwnych morderstw – mój
ojciec był w siódmym niebie bo uwielbiał rozmawiać z Edwardem.
– Tak i bardzo się w to zaangażował – powiedział – Chce na
własną rękę znaleźć mordercę mojej siostry i wymierzyć mu sprawiedliwość –
twarz Edwarda przeszył smutek.
– Oh zapomniałabym wyrazy współczucia dla twojej rodziny –
odezwała się moja matka. – To straszne, że zginęła za dnia i to niedaleko
waszego domu.
Więc to ją zamordowano osiem dni temu. Dlatego Edward nie
chciał mi powiedzieć jak zginęła. Biedak pewnie przez ostatnie dni musiał czuć
się fatalnie. Pamiętam jak ja się czułam gdy rok temu zmarła moja
ukochana babcia. Niemal, że zawalił się mój cały świat i jedyne co mi po niej
pozostało to jej naszyjnik, który był dla mnie bezcenny. On pewnie czuł się tak
samo.
Nigdy nie poznałam jego siostry, znałam ją tylko z
opowieści mojego towarzysza. Zawsze podkreślał, że była wspaniałą osobą,
tętniącą życiem i szczęściem. Po sposobie w jaki o niej opowiadał szło
wywnioskować, że bardzo ją kochał.
– Moja matka nadal nie może się pogodzić z tą stratą. Mało
kiedy wychodzi z jej sypialni.
– Biedna Sophie – w oczach mojej matki pojawił się smutek i współczucie.– Z chęcią
was odwiedzę i z nią porozmawiam.
– Może to by jej pomogło – powiedział z nadzieją w głosie
Edward. – W sumie to przyjechałem tu w innej sprawie.
– W jakiej? – spytał zaciekawiony Lorenzo.
Nie miałam pojęcia o co mogło chodzić i naprawdę byłam
ciekawa jaki był cel jego dzisiejszej wizyty w naszym domu.
– Chodzi o Isabelle – odpowiedział i jeszcze mocniej
ścisnął moją dłoń. – Chciałbym prosić o jej rękę – dodał po chwili uważnie wpatrując
się w mojego ojca.
Przez moje ciało nagle przeszła fala szoku i
niedowierzania. Czy on właśnie powiedział, że chce się ze mną zaręczyć? Czy
raczej się przesłyszałam?
Miałam mieszane uczucia co do tej całej sytuacji, z jednej
strony się cieszyłam, a z drugiej zaś ogarniał mnie nieprzenikniony smutek.
W tej jednej chwili byłam rozdarta między Josephem, a
Edwardem.
– Oczywiście, że się zgadzam. – oznajmił uradowany ojciec.
Po słowach mojego ojca Edward włożył na serdeczny palec
mojej lewej ręki pierścionek. Nie miałam ochoty teraz mu się przyglądać, zrobię
to kiedy moje emocje opadną.
Moi rodzice dostali w końcu to czego chcieli. Bynajmniej
poprawił się im humor.
Musiałam podjąć jakąś decyzję, która zaważy na mojej
przyszłości.
ლ
Joseph czekał już na mnie w naszym miejscu. Po jego minie
szło wywnioskować, że już o wszystkim wie i nie jest z tego faktu zadowolony. Ale
prędzej czy później musiało się to stać, a ja podjęłam już decyzję.
– Joseph myślę, że będzie najlepiej jeśli to zakończymy
nim zabrnie to za daleko– powiedziałam pewnie, choć mało przekonująco.
– Nie możesz mnie zostawić – powiedział z oburzeniem. –
Nigdy ci na to nie pozwolę.
– Joseph ja już …
– Wiem kochanie, że podjęłaś decyzję, ale ona nie jest
mądra. Uwierz mi proszę jeśli się rozstaniemy nie będziesz szczęśliwa –
intensywnie wpatrywał się we mnie tymi swoimi hipnotyzującymi tęczówkami.
Poczułam nagłe wyrzuty sumienia, że tak szybko chciałam to
wszystko przerwać. Mój umysł, a raczej jego głos mówił mi, że bez niego mój
świat nie będzie taki sam, że on jest jego częścią i nie mogę się go tak po
prostu pozbyć.
Nie chcesz tego Isabelle.
Wypowiadał kolejne słowa w mojej głowie, a ja coraz
bardziej mu wierzyłam i wiedziałam, że ma racje.
Bądź tylko moja Isabelle Lawery.
Chciałam tego. Pragnęłam jego dotyku, a on zaprowadził
mnie do małej śnieżno białej altanki stojącej nie opodal. W środku panowała
ciemność, ale to nam wcale nie przeszkadzało.
Poczułam jego usta na swoich, a moje ciało przeszyła
natychmiastowa fala rozkoszy. Oparł mnie o ścianę i zaczął zjeżdżać ustami
coraz niżej ku szyi, a ja zaczęłam wydawać z siebie ciche pojękiwania.
Oddaj mi się dzisiejszej nocy Isabelle.
– Chcę tego kochanie – wyszeptałam.
Zaczął odwiązywać gorset jaki miałam na sobie, żeby
przedostać się do moich piersi.
Mój zdrowy rozsądek
pod wpływem jego słów wypowiadanych w moich myślach i zniewalającego dotyku
wyłączył się.
Dajmy się ponieść
naszej miłości kochanie i złączmy nasze ciała w jedność.
ლ
Witam was
;)
I tak o
to pojawił się pierwszy rozdział mojej nowej historii. Planowałam go dodać w weekend, ale zmieniłam plany.
Ciesze się, że prolog wam się podobał i mam nadzieje, że w pierwszym rozdziale nie dałam klapy.
Ciesze się, że prolog wam się podobał i mam nadzieje, że w pierwszym rozdziale nie dałam klapy.
Poprawiałam już go chyba z dziesięć razy i za każdym razem miałam inną wizję tego rozdziału, aż w końcu powstała ta. Wcześniejsze twory wykorzystam w kolejnych rozdziałach.
Jak myślicie Isabelle ulegnie Josephowi?
Pozdrawiam i do usłyszenia !;*
Ha.. pierwsza ;-) Zacznijmy od samego początku. Opis sukni bohaterki całkowicie zdominował wstęp twojego opowiadania i bardzo dobrze przynajmniej można użyć wyobraźni i odtworzyć przed oczami to, co ujęłaś. Postać Edwarda faktycznie bardzo różni się od służącego. Ten pierwszy jest szarmancki,dobrze wychowany i pochodzi z dobrej rodziny i przede wszystkim nie narzuca się tak, jak Joseph, który jest bardzo pewny siebie. Wyczuwam w nim nawet troszeczkę arogancji. Druga sprawa to morderstwo. Wywołuje ciarki na plecach.. wyrwane serce, wskazuje, że motywem może być niespełniona miłość. Isabelle z pewnością ulegnie służącemu. No bo, której kobiety nie pociągają tacy chłopcy? Moim zdaniem ona się w nim zakochała na zabój, ze wzajemnością. Mimo to nie wiem czy jego intencje są takie czyste :-) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNie wiem co o tym myśleć. Lubię "złych" facetów, ale Joseph jest według mnie zbyt nachalny. Nie wiem, może zmienię zdanie, ale na dzień dzisiejszy ... Moim ideałem to on nie jest :) Nie lubię go. Kobietom potrzeba czułości delikatności, a on ... No cóż zachowuje się tak jakby Isabelle była jego własnością, nie podoba mi się to. Z drugiej strony Edward czuły i delikatny, momentami trochę mdły (według mnie). Idealny mężczyzna to połączenie ich obu: , Delikatny i subtelny jak Edward, a jednocześnie namiętny i władzczy jak Joseph ... Oj tak rozmarzyłam się :) Czekam na cd i dzięki, że czytasz moje blogi :)
OdpowiedzUsuńPS: Proszę wyłącz weryfikację obrazkową.
Joseph pozostanie moim Bogiem *_* Każdy kto jest na tyle pewny siebie powinien zostań nazwany Bogiem i tyle. Mam nadzieję, że z czasem jego arogancja wykroczy jeszcze poza schemat i będę mogła jarać się bardziej. Mam nadzieję, że mu ulegnie, to dopiero byłoby niesamowite. Czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńZapraszam na: www.disenchanted-prince.blogspot.com
No dobra już nie lubię Josepha. Ale wydawało mi się ostatnio, że zaczęłam stawać po stronie tych złych. Uff co za szczęście,że nie do końca. On wydaje mi się taki hmm zarozumiały i gburowaty. A takich najbardziej nie lubię. A za to Edward ech może nie będę się rozkazać co? *.*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jednak się z nim nie prześpi choć czuję, że będzie inaczej. Pozdrawiam;D
Dobra odwołuję to co mówiłam o Josephie. Gdy zobaczyłam zdjęcie Iana przy jego opise, od razu spojrzałam na niego inaczej xd ;P
UsuńW końcu znalazłam czas aby przeczytać całość.
OdpowiedzUsuńHmm… niezły obrót akcji.
Edward strasznie pewny siebie, wyznaje jej miłość a zaraz po tym zaręcza się jej. Strasznie spieszno mu aby Isabelle stała się jego "własnością".
Zaś Joseph nie martwiący się o konsekwencje jakie wynikną z ich romansu. Zrobi wszystko aby nie doszło do tego co nie pochodzi mu pod rękę.
Miałam napisać, że lubię Josepha...ale mi przszło, gdyprzeczytałam końcówkę...znaczy, nie tak do koca, zawsze lubię "czarne" charaktery, ale troszkę mnie ten facet przeraża:)
OdpowiedzUsuńEdwarda może go trochę lubie, ale wydaje mi się zbyt pewny siebie i taki jakis...no ciepłe kluchy, ot co:D
Więc, jestem tak malutko rozdarta^^ Ale podoba mi się to uczucie, bo czuję niedosyt:) Czekam na więcej:)
Pozdrawiam!
Mały szczegół w zakładce "Bohaterowie": napisałaś, że główna bohaterka ma czekoladowe źrenice. To błąd, źrenice wszyscy mają czarne, to kolor tęczówek może się różnić. Chyba, że to było zaplanowane jako odrobina magii.
OdpowiedzUsuńDzięki, że mi powiedziałaś zupełnie nie zwróciłam na to uwagi. Pisałam na szybko dlatego mi się pomyliło.
UsuńCzyżby służący - Joseph - był zachowany w córce człowieka, dla którego pracuje? Trochę zaskoczyło mnie, że główna bohaterka pozwoliła się całować służącemu. Sama nie wiem, ale Edward faktycznie ma coś w sobie takiego, że chyba każda kobieta zakochałaby się w nim od razu. Zauważyłam, że często omijasz przecinki tam, gdzie powinny być. Wyraz POZA MIASTEM (mam na myśli pierwszy wyraz) pisze się razem. Tak myślałam, że Edward będzie chciał się jej oświadczyć. Nie jestem pewna tylko czy Isabella to samo czuje do Edwarda co on do niej. Pod koniec zaskoczyło mnie jej zachowanie. Jestem ciekawa jak dalej będzie to wyglądało.
OdpowiedzUsuńHej, jak dla mnie rozdział jest bardzo dobrze napisany! Twoje opisy są plastyczne, a i lekko się czyta! Naprawdę zrobiłaś na mnie ogromne wrażenie po raz drugi! Joseph to bardzo interesujący służący, nie dziwię się, że dała się ponieść emocją? A może nie dała? No nic czekam z niecierpliwością na nexta! Pozdrawiam Carlli:*
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że dopiero teraz komentuje Twojego bloga, ale jakoś wcześniej nie miałam czasu :( Co do treści to uważam, że nie ma się do czego przyczepić. Zadbałaś o każdy, nawet najmniejszy detal. Opowiadanie jest przepełnione emocjami, bardzo cieszy mnie fakt, że kończąc rozdział tak naprawdę nie mam pojęcia co czeka mnie w następnym :) Wydaje się (i zapewne tak jest) jakbyś wkładała swoje całe serce w to co piszesz. Z taką lekkością, odrobiną poczucia humoru - wszystko idealnie się prezentuje. Na koniec, koniec? Kurczę myślałam, że ten komentarz wyjdzie trochę dłuższy :D Wracając do tematu życzę Ci dużo weny, bo wiem, że czasami nam gdzieś umyka i trudno ją potem znaleźć. Wierze jednak, że Tobie przybędzie jej ze zdwojoną siłą czego będziemy świadkami w następnym rozdziale <3 Pozdrawiam: Avampi.
OdpowiedzUsuńPS. Zapraszam do siebie, mam nadzieję, że wpadniesz i ocenisz póki co pierwszy rozdział <3 http://our-fate-lives-within-us.blogspot.com/
Hmm... ja stawiam na Edwarda. Joseph już mi się nie podoba. Rozdział wyszedł Ci bardzo fajny, mam nadzieję, że nowe notki będą się często pojawiać. Pozdrawiam i zapraszam do mnie.
OdpowiedzUsuńwladczyni-mocy.blogspot.com